Wieści z powiatu nowosolskiego | |niedziela, Grudzień 17, 2017
Jesteś tutaj: Home » Miasto Nowa Sól » Józef Popławski – autor, który zaczął pisać, by uspokoić sumienie i odtrącić czarne myśli [WYWIAD]

Józef Popławski – autor, który zaczął pisać, by uspokoić sumienie i odtrącić czarne myśli [WYWIAD] 

Wywiad z nowosolaninem, Józefem Popławskim, autorem doświadczonym przez życie, który zaczął pisać, by uspokoić sumienie i odtrącić czarne myśli.

Każdy pisarz inaczej rozpoczyna swą literką ścieżkę, w przypadku Józefa Popławskiego była to droga naznaczona dramatycznymi przeżyciami. Bogate doświadczenia życiowe znacząco wpłynęły na światopogląd autora, który oddaje w ręce czytelników książki naznaczone zgromadzonymi doświadczeniami i spostrzeżeniami.

1. Agata Jankowiak: Z notki biograficznej wiemy, że przez wiele lat pracował Pan na stanowiskach związanych z energetyką. Czy wyjaśni Pan czytelnikom, jak to możliwe, że z czasem odkrył Pan pasję pisania?

Józef Popławski:  Najpierw narodziły się przemyślenia o przemijaniu. Żona w przedostatnim stadium choroby Alzhaimera i taki sam stopień raka piersi. Przypadłości  okropne – dla opiekuna przede wszystkim. Pielęgniarka opłacana cztery godziny na dobę, pozostałe dwadzieścia to moje obowiązki. W nielicznych chwilach ukojenia cierpiącej, siadałem w przy jej tapczanie i uparcie wpatrując się w jej ładną twarz. Wiedziałem, że wyruszy niebawem w swoją ostatnią podróż. Jeszcze tylko miesiące, może tygodnie, dzielą Ją od zamknięcia za sobą drzwi ziemskiego domu, za którymi pozostawi swoje trwanie i bliskich. Trudno było mi się pogodzić z myślą, że tak szybko upływa życie. Widziałem ludzi zabijanych i zabitych, ale to była wojna i czasy powojenne, odchodzili ludzie obcy, a teraz musiałem być przygotowanym na utratę po raz wtóry najbliższej mi osoby. Zaczęło we mnie coś się przewracać, ogarniał mnie jakiś dziwny niepokój sumienia.  W tych chwilach zaczynałem wracać myślami do początku naszego   współżycia i małżeństwa zawiązanego po tragicznej śmierci jej męża, a mojego brata Stanisława. Wszystko to, co razem przeżyliśmy przez lat pięćdziesiąt przewijało się w mojej wyobraźni jak w filmie odtwarzanym akt po akcie. Nie potrafiłem pogodzić się łatwo z faktem znikania ze sceny życia kogoś bliskiego. Aby uspokoić sumienie i odtrącić czarne myśli zacząłem pisać życiorys brata Stanisława. Po utworzeniu pierwszych stron doszedłem do wniosku, że stać mnie na coś obszerniejszego i tak powoli z mozołem w roku 2010 powstała książka w trakcie pisania poszerzona tematycznie na prawie całą rodzinę.

I tak stała się moim pierwszym utworem, której nadałem dość mylny tytuł „Staś komunista?” W pracy tej liczącej 280 stron i opatrzonej trzydziestoma siedmioma zdjęciami, opisałem przede wszystkim losy swojego brata Stanisława, wywiezionego w wieku lat 16 na roboty przymusowe w Niemczech. Książka opiewa pięcioletni jego tam pobyt następnie powrót i osadzenie na gospodarstwie rolnym, po czym ślub z Genowefą Pietrzak, następnie porzucenie gospodarstwa i wstąpienie do PPS. Po zjednoczeniu z PPR pobyt w PZPR, zresztą z oporem rodziny. Później awans aż do stanowiska drugiego sekretarza Komitetu Powiatowego, a po dwóch latach nie bez trudności ucieczka z tej posady. Niespełna kilka miesięcy później został dyrektorem firmy hodującej trzodę i bydło. Powrócił, więc do swojej profesji. Podczas pełnienia tej funkcji w drodze na oględziny pewnego gospodarstwa zginął w wypadku samochodowym. Pozostawił czworo drobnych dzieci- dziewczynki. Wdowa niepracująca, niewykształcona. Materialna sytuacja rodziny uległa dramatycznemu pogorszeniu.

Jako jedynemu kawalerowi w rodzinie, przypadła mi opieka nad sierotami, a później związek małżeński z Genowefą ich matką. Z tego małżeństwa narodził się jedyny syn Romuald. Z czasem dzieci podorastały i opuściły dom my zaś oboje w między czasie wiedliśmy życie spokojne i nie odległe od szczęścia, aż do czasu ujawnienia pierwszych oznak choroby Genowefy.

Instynktownie chyba, wystąpiła we mnie potrzeba ocalenia pamięci o drogich mi osobach i znanych wydarzeń. Tak, więc w roku 2011 wydałem następną książkę, tym razem o Sompolnie pt „Wielkopolski Meksyk”, a rok później jej drugie znacznie poszerzone wydanie.

2. A.J: Wiemy również, że jako wykonawca robót elektrycznych w obiektach sakralnych zawierał Pan wiele znajomości z osobami duchownymi, a wyjeżdżając do Niemiec poznawał Pan Ludzi Kościoła. Czy zechciałby Pan zdradzić nam w jaki sposób kontakty te wpłynęły na światopogląd i sposób postrzegania świata, bo przecież obecnie jest Pan agnostykiem?

J.P: Zachęcam do wnikliwego przeczytania noty “Od autora”, czytelnik znajdzie tam moje inspiracje, a także powszechnie znane fakty “z życia wzięte”.

Bardzo wielki wpływ na mój ostateczny stosunek do wiary ukształtował się po pobycie  w Bawarii i poznanych tam faktach.

Jak w to w powieściach bywa w książce zawarta jest także fikcja literacka. Autor zupełnie świadomie zrezygnował z zbeletryzowania znanych mu “pikantnych” faktów, albowiem snułhyby one domysły jakich  postaci dotyczą, (ongiś przez niego lubianych ludzi).

Ostatni akapit książki – strona 454 odnosi się do całości zawartej w powieści.

3. A.J: Niedawno do rąk czytelników trafiła książka „Miłość, sutanna i śmierć”, która poruszające dzieje dwóch par łączy wspólnymi wydarzeniami. Los bywa nieubłagany dla rodzin sadowników, bo przecież tuż obok miłości, spełnienia, stawia rozczarowanie i śmierć. W jaki sposób narodził się pomysł na tę poruszającą historię?

J.P: Pomysł na przedstawienie historii obu par pojawił się z obserwacji ludzi, a niektóre opisane wydarzenia opowiedziane autorowi przez osoby faktycznie w nich uczestniczące, lub znające fakty z drugiej ręki. 

4. A.J: Wiedząc, że kontakt z osobami duchownymi wywarł wpływ na Pana sposób postrzegania świata, nie można nie zapytać, czy sutanna, która dramatycznie naznaczyła losy bohaterów pojawiła się w książce całkiem przypadkowo?

J. P: Nie przypadkowo. Już w swoich młodzieńczych latach spotkałem się z faktem podobnym do opisanych. Wówczas jednak było to dla mnie tylko czymś do przemyślenia. Wtedy jeszcze  stałem przy Wiarze, lecz słabnącej z czasem znacznie.

5. A. J: Należy także zapytać w jaki sposób chciałby Pan zachęcić do lektury czytelników, którzy jeszcze nie zdążyli się z nią  zapoznać?

J. P: Tutaj jest pole do zagospodarowania przez Wydawcę i Dystrybutorów, bo nie jestem pewien czy autor- samochwała oceniany będzie pozytywnie przez czytelnika.

6. A. J: Panie Józefie, zakańczając należy zapytać, czy możemy liczyć, że pojawią się kolejne książki oraz czego powinniśmy życzyć na „literacką przyszłość?

J. P: Tak, o ile pozwoli stan zdrowia. Mam na ukończeniu manuskrypt, jako „Nowela” o kilku odrębnych opowiadaniach, o przybliżonej objętości 130 -150 stron.

Miłość-sutanna-i-śmierć-przód

Dodaj komentarz


8 × cztery =