Wieści z powiatu nowosolskiego | |czwartek, Październik 19, 2017
Jesteś tutaj: Home » Felieton » Mikołaj wyklepany w warsztacie [FELIETON]

Mikołaj wyklepany w warsztacie [FELIETON] 

© Velkol | Dreamstime Stock Photos & Stock Free Images

Ledwo co skończyliśmy wspominać zmarłych, a już wszędzie pojawia się uśmiechnięta facjata św. Mikołaja. Ba, do tego ta bezczelna facjata siwego grubaska próbuje namówić mnie do zrobienia zakupów, uprawiania sportu, czy doprowadzenia się do stanu świętości napojami wyskokowymi.

Mikołaj sprzedaje dziś wszystko co tylko się da.I pół biedy jeśli są to zawody sportowe, akcje charytatywne czy napoje. Większy problem pojawi się, gdy nasze latorośle wiedzione uśmiechem sympatycznego staruszka zechcą kupić flaszkę, czy udać się na striptiz… Jego facjata rozpoznawalna jest na wszystkich krańcach świata: zdobi drapacze chmur w Dubaju i przynosi dzieciom w krajach islamskich karabin Kałasznikowa. Zastanawialiście się, jak to jest, że wyobrażamy sobie go takim samym bez względu na to czy mieszkamy wśród tropikalnych palm, czy w igloo? Zmieniają się języki, kultura i prezenty, ale sama postać zostaje taka sama…

Skąd się wziął św. Mikołaj taki jakim go malują? Czerwony kubraczek, piwny brzuszek i siwa broda to atrybuty, które… wypromowała Coca-Cola. Tak. Dobrze przeczytaliście. Chodzi o markę popularnego odrdzewiacza, która swoje świąteczne reklamy z Mikołajem zaczyna emitować w chwilę po zakończeniu wakacji. Przez wieki jako św. Mikołaja uważaliśmy biskupa Mirry, który żył na przełomie III i IV wieku. Biskup, jaki jest każdy widzi: szata biskupia, na głowie mitra i pastorał w ręce. Brzmi znajomo, prawda? Takim postrzegano go we Włoszech. Holendrzy mieli swojego Sinterklaas, a Słowianie nikczemnego czarnoksiężnika w uszatce. Nasz Dziadek Mróz rezydował w Puszczy Białowieskiej i porywał dzieci do wielkiego wora. W XIX wieku amerykanie dostali swojego cud malina Santa Clausa. Paru gości wzięło wszystkie wymienione wyżej postacie i postąpiło jak polski warsztat samochodowy: zamieniło go w jeden sprawny egzemplarz.

Tą właśnie postać zaczął w latach 30-tych XX-wieku promować koncern Coca-Cola i ją uważamy za prawdziwego św. Mikołaja. Nawet ci z nas, którzy uważają się za obrońców słowiańskiej tradycji nie straszą dzieci złym czarnoksiężnikiem z Puszczy Białowieskiej, tylko opowiadają legendy o jego hamerykańckim wnuczku. Ciekawy jest fakt, że ci sami ludzie gdy słyszą o przenoszeniu do naszej kultury halloweenowych dyń parskają ze wszystkich dziur żółcią. W czym więc dynie są gorsze od św. Mikołaja? Cóz to za tyrania smutnych trupów nad wesołymi zombie? Pozwólmy, aby każdy obchodził święta tak, jak mu się morda cieszy. Ktoś chce obchodzić w wigilię hinduskie święto dipawali? A proszę bardzo. Mnie tam rządek stojących przed domem lamp oliwnych nie przeszkadza. Warunek jest jeden – obchodź każdy dzień jak tylko Ci się podoba, ale znaj historię każdej tradycji.

2 Odpowiedzi do Mikołaj wyklepany w warsztacie [FELIETON]

  1. antydynia

    Ciekawy jest też fakt, że ci sami ludzie, którzy parskają ze wszystkich dziur żółcią, jak usłyszą o kopiowaniu ich twórczości (na przykład zdjęć) sami nawołują do kopiowania kultury innego narodu :D

     
    • e-Mucha

      Globalizacija?

      Mnie tam wszystko jeno, podobnie jak autorowi – nikomu do łóżka i wiarę zaglądać nie będę.

      Rozumiem, że ktoś może zarzucić mi – ateiście – iż obchodzę Boże Narodzenie. Czymże jednak są te obchody? Z wiarą nie mają nic wspólnego, zaś są doskonałą okazją do spotkań z rodziną i przyjaciółmi. W końcu jakby nie było są to święta narodowe, a przynajmniej dzień wolny od pracy (prawie) dla wszystkich.

       

Dodaj komentarz


7 + pięć =