Wieści z powiatu nowosolskiego | |środa, Grudzień 12, 2018
Jesteś tutaj: Home » Felieton » Wszyscy jesteśmy posoleni [FELIETON]

Wszyscy jesteśmy posoleni [FELIETON] 

Fot: Karol Kolba/ NOWOSOLSKIE.iNFO

 

Być może jestem ignorantem, ale mało mnie interesuje czy organizator danej imprezy jest z PO, czy może z kółka rybackiego. Liczy się to, co dane wydarzenie za sobą niesie i co pozostawia w uczestnikach. Ale widocznie się mylę.

Jakoś się tak utarło, że mówiąc o imprezach funkcjonujących na większą skalę łączymy je z polityką. W końcu „panem et circenses!”, jak krzyczał poeta Juwenalis. Mniej zorientowanym w historii starożytnego Rzymu tłumaczę, że hasło to ulubili sobie nasi politycy i publicyści, a znaczy ono ni mniej, ni więcej niż „chleba i igrzysk”. Naród jaki jest każdy widzi. Wyżywimy, zapewnimy rozrywkę i statystyczny Pan Naród i Pani Naroda będą więcej niż zadowoleni. Nie jeden udowadniał już, że imprezy masowe można świetnie wykorzystać do celów politycznych. Zresztą, każdy kto zna kulisy dowolnego festiwalu, czy koncertu doskonale wie, że przy takich okazjach politycy zaczynają zachowywać się, jakby nie opuścili jeszcze przedszkola. Weźmy przykład: duża impreza której patronuje znany polityk. Ten nie przychodzi na galę otwarcia (gdzie miał nota-bene wygłosić przemowę) bo… na sali (wypełnionej po brzegi, bo gala jest otwarta) znajduje się jego polityczny przeciwnik.

W zeszłą niedzielę zakończyła się 5 Edycja Solanin Film Festiwal. I choć obiecałem kilku osobom, że dam im odpocząć (do kolejnej edycji) od natłoku medialnego szumu, to jeszcze ten jeden raz się wyłamię. – Ten cały Solanin, to impreza na maxa polityczna. Patrz. Potęga organizator (Grzegorz, radny powiatu i dyrektor festiwalu – red.), Dowhan patronat (Robert, senator RP, który objął patronat honorowy nad imprezą) obaj z Platformy Obywatelskiej i tylko mydlą ludziom oczy – powiedział po kilku głębszych mój znajomy, który zawsze ma najwięcej do powiedzenia o polityce. To nic, że pracuje w fabryce na hali produkcyjnej i nawet nie wie jak wyglądają obrady rady miejskiej, ale się zna.

Być może jestem ignorantem, ale mało mnie interesuje czyt organizator danej imprezy jest z PO, czy może z kółka rybackiego. Zresztą, gdyby przyjrzeć się liście organizatorów festiwalu i tych, którzy z nim współpracują, to okazało by się, że znajdziemy tam i wędkarzy, i cyklistów, i nawet jakiś architekt się znajdzie, a powszechnie przecież wiadomo, że to cykliści i architekci rządzą światem.  Liczy się to, co dane wydarzenie za sobą niesie i co pozostawia w uczestnikach. I jakkolwiek ważne, ciekawe i apolityczne (choć jak wszystko – wywierające pewien wpływ na uczestników i kreujące światopogląd) były by projekcje i spotkania z artystami, to jest coś ważniejszego co dokonuje się podczas tego festiwalu.

To, jak zmieniamy się podczas trwania Solanina. Znikają gdzieś nasze małomiasteczkowe kompleksy i stajemy się lepsi, bardziej otwarci na otaczający nas świat. I nie chodzi mi tu o to, że zapraszaniem gwiazd stwarzamy sobie na kilka dni lepszy, sztuczny świat. Właśnie wręcz przeciwnie. Adam Woronowicz, jeden z tegorocznych jurorów powiedział, że moc naszego festiwalu leży w braku czerwonych dywanów i sztucznego „pompowania” rzeczywistości. Siłą Solanin Film Festiwal jest jego rodzinny, kameralny charakter. Tylko tutaj możemy siłować się na rękę z Glacą, oglądać Woronowicza zafascynowanego placem zabaw w Parku Krasnala, czy pogadać wieczorem w knajpie z Jackiem Braciakiem. Off ma moc i proszę, nie mieszajmy w to polityki.

Dodaj komentarz


− cztery = 0