Wieści z powiatu nowosolskiego | |środa, Grudzień 12, 2018
Jesteś tutaj: Home » Felieton » Miłość i krowy na Woodstocku [FELIETON]

Miłość i krowy na Woodstocku [FELIETON] 


Miłość i krowy. To znaki rozpoznawcze jakimi promuje się Lubuskie. Czy miłość do krów wyjdzie nam na dobre?

Przystanek Woodstock jest największą imprezą pod gołym niebem w Europie. Odwiedza go blisko pół miliona ludzi każdego roku. Od dziesięciu lat odbywa się w naszym województwie. Władze wykorzystują okazję do promocji regionu. Tegoroczne „achy” nad lubuskim zakładały, że pokażemy jacy jesteśmy ekologiczni, sportowi i pełni zdrowego jedzenia. Ktoś u góry pomyślał, że jak sport, łekologia i łąki pełne zdrowego żarcia, to za symbol posłuży nam poczciwa mućka. Ja tam co prawda z Indii nie pochodzę, ale krowy lubię, więc się ucieszyłem. Ale, ale…

Gorąca miłość z Krowami?

Podczas konferencji prasowej seksuolog, profesor Zbigniew Izdebski mówił, że Lubuszanie potrafią kochać i być kochanymi. Wypadliśmy dobrze pod względem zadowolenia w związkach, satysfakcji seksualnej oraz stosunkowo niedużej ilości zdrad. Województwo zostało przedstawione jako doskonałe miejsce na poszukiwanie życiowych partnerów. Marszałek, Elżbieta Polak przekonywała, że Lubuskie jest warte nie tylko zachodu ale i miłości. No okej, ale widzicie tu jakieś połączenie z krową jako symbolem? Że niby kochać to mamy te krowy?

Kolejny z zaproszonych na konferencję gości dodał ognia do pieca i to dosłownie. Bartłomiej Jędrzejak, prezenter pogody z TVN powiedział, że nasz region jest najcieplejszy w Polsce. Dobra. Podsumujmy co wiemy. Gorąca miłość i krowy? Robi się coraz ciekawiej. Jak dojdziemy do tego, że krowy wyprodukował nowosolski Malpol, to zaraz się okaże, że wszyscy tą Nową Sól doją, albo i bardzo mocno i gorąco kochają…

Święte Krowy

Ekipa promująca województwo na przystanku próbowała przekonać, że krowy są bardzo pożyteczne, pracowite i kojarzą się z dobrocią. Niestety. Nie dogodzi się wszystkim. Nawet wśród tak miłosierniej i wspaniałej Woodstockowej społeczności znajdzie się banda malkontentów. Te tak zwane „święte krowy” postanowiły obrazić się na to, że… ich symbolem jest krowa. Że niby mamy hiper bogatą historię, walory przyrodnicze, znanych ludzi, a tu na pierwszy plan pchają się mućki i porównać można to tylko do bydła z lubuskiego i smrodu. No heloł. W Lubuskiej wiosce bawiły się wspaniałomyślnie tysiące ludzi. Myślicie, że naprawdę lepsze było by postawienie miniaturki Marcinkiewicza, czy Jeziora Sławskiego? Nie lepiej uśmiechnąć się do krów? Na szczęście więcej było tych, którzy chętnie podoili sobie sztuczną krowę i napili mleka. Złośliwi na tym nie poprzestali. Do ataku wytoczyli ciężkie działo w postaci przeróbki znanej rymowanki o małym polaku:

„Kto ty jesteś?
- Lubuszanin mały.

- Jaki znak twój?
- Cielak biały.

- Gdzie ty mieszkasz?
- Między swemi.

- W jakim kraju?
W polskiej ziemi.

- Czym ta ziemia?
- mym pastwiskiem.

- Czym zdobyta?
- trawą zdrową.

- Czy ją kochasz?
- muczę szczerze.

- A w co wierzysz?
- W krowy wierzę!

- Czym ty dla niej?
- Wdzięcznym cielem

- Coś jej winien?
- Oddać mleko.”

Malkontentom na koniec proponuję kilka liczb. Jak podaje Urząd Marszałkowski: Ok. 5 tys. woodstockowiczów wydoiło krowę, rozdaliśmy 4 tys. kartonów mleka, przez Lubuskie na rowerze przejechało ok. 600 osób. Do tego kilka tysięcy młodych ludzi skorzystało z internetu na lubuskiej łące. Wszyscy Ci ludzie uśmiechali się do krów. Naprawdę wolelibyście, żeby wysłuchiwali peanów na cześć lubuskiego?

Felieton powstał na kanwie tekstu Krowa promuje lubuskie! Mai Nowak.

Odpowiedź do Miłość i krowy na Woodstocku [FELIETON]

  1. woodstokowicz

    w nocy pierwszego dnia festiwalu słuchałem radia lokalnego z zielonej góry (jedyne radio polskie dobrze odbierające na polu, pozaty6m kilkanaście radiostacji z niemiec) i występowała ta pani Polak polecając opisaną wioskę. Poszliśmy w piątek, drugi dzień festiwalu. Ogromna wioska, parę krów, hektary wolnej przestrzeni i wielki urzędniczy namiot. W namiocie spytaliśmy ładną, młodą urzędniczkę o krowy, mleko i tym podobne. Ładna urzędniczka uśmiechnęła się szeroko znad internetu i oznajmiła, że przybyliśmy za późno bo całe lubuskie mleko zostało wydane. Był to drugi z trzech dni festiwalu, równo połowa. Usiedliśmy w cieniu na ich przepastnym, pustym polu, było przyjemnie. Wizyta nie do końca była nieudana – urzędniczka miała naprawdę śliczny uśmiech a fececi umieją docenić takie radości. Wróżymy jej karierę w urzędzie. Najwyraźniej, w Lubuskiem na tej podstawie robi się karierę bo na pewno nie – na podstawie umiejętności organizatorskich

     

Dodaj komentarz


+ pięć = 10